Bańki

Żyjemy w bańkach. Nie tylko informacyjnych, ale i wartości, ambicji, sensu.
Jedni gonią za sukcesem zawodowym, inni cenią tylko wolny czas,
a jeszcze inni chcą po prostu dotrwać do jutra.

W związku z tym spotkanie kogoś z innej bańki bywa jak rozmowa w dwóch językach.
Jedni pytają: „po co tyle rozkmin, lepiej zarabiaj i korzystaj z życia”.
Drudzy patrzą na pogoń za rzeczami jak na bieg bez mety.

Kiedy rozmawiam z kimś z zupełnie innej bańki,
słyszę historie, widzę obrazy czyichś doświadczeń,
jednak większość z tego gdzieś mi umyka.
Nie dlatego, że mnie nie interesuje —
bardziej dlatego, że nie mam na to „kategorii”.
Jakby brakowało mi kieszeni, w które mógłbym włożyć te informacje.[1]

I chyba właśnie wtedy najbardziej czuję,
jak mocno jestem ograniczony przez własny sposób widzenia.
Nie w teorii — w praktyce.
W takich małych, codziennych momentach, kiedy myślę, że coś z tego rozumiem,
bo przecież potrafię powtórzyć czyjeś zdanie innymi słowami.
W ten sposób jedynie odgrywam porozumienie.

Czuję, że jestem hermetycznie zamknięty.
Po wysłuchaniu czyjejś historii odpowiedź „rozumiem”
powinna być raczej formą żartu niż deklaracją.

Widzę to wszędzie — w swoich rozmowach, pracy, decyzjach.
Ta różność, ta odrębność… ta niemożliwość pełnego spotkania.

W takich momentach dociera do mnie,
że bańki to nie tylko kwestia samych różnic,
tylko granicy pojęcia.
Mogę chcieć kogoś zrozumieć,
ale jeśli mamy inne kategorie,
inne punkty odniesienia,
inne kolory w palecie —
to naprawdę nie mam… z czego tego zrozumienia zbudować.

I czasem to rodzi napięcie.
Ten moment, kiedy próbuję przyjąć coś, czego nie ma w moim świecie.

Różne poglądy, inny sens, inna opowieść —
to nie kwestia nieodpowiednich słów, które niedostatecznie oddają dany moment.
To raczej kwestia „technologii”, na której działam.
To nie lekkie zakłócenie przekazu, żaden szum —
to zgrzyt.

Uznanie, zrozumienie jest ważne,
ale czy to empatia lub tolerancja?
Czy tylko chwila, w której wydaje mi się,
że sam w tej sytuacji mógłbym tak czuć?

Kiedy uda mi się uchwycić choć mały fragment cudzej logiki,
choć jedno zdanie, które pasuje,
to i tak widzę, że wszystko, co z tego powstaje,
jest tylko moje.

Może więc spotkanie nie polega na tym,
że zgadzamy się co do świata,
ale na tym, że odkrywam,
jak ograniczony jest mój własny.

Świadomość tych ograniczeń przynosi ulgę —
bo nie muszę przebijać się przez mur,
skoro bańka to inny wymiar.

Mogę widzieć cień rzeczy z czwartego wymiaru,
próbować wyobrazić sobie jego model,
ale to nigdy nie „kliknie”.
Nigdy nie stanie się oczywiste dla umysłu
który od zawsze jest w trójwymiarze.

Mimo tych ograniczeń mogę ten cień poznawać.
Mogę go podziwiać.
Mogę się też jemu dziwić,
być pod wrażeniem przepaści między nami.
W każdym przypadku będzie to odkrywcze.


Kącik naukowy

[1] Badania nad percepcją od wielu lat potwierdzają, że mózg nie widzi rzeczywistości „taką, jaka jest”, lecz filtruje ją przez wcześniejsze doświadczenia i wyuczone kategorie. Richard Gregory (1980) opisywał percepcję jako proces „testowania hipotez”, a nowsze prace (Lau & Passingham, 2017) pokazują, że dwie osoby patrzące na te same bodźce mogą aktywować różne obszary mózgu — dosłownie widząc różne elementy tej samej sceny. To tworzy efekt mentalnych „soczewkowych różnic”, bardzo zbliżony do potocznego pojęcia baniek. ↑ powrót

Pytanie do Ciebie

Czy w tej różnicy widzisz bardziej mur czy most?