Rozmowa

Dziś przyłapałem siebie na tym, że wcale nie rozmawiam — tylko handluję słowami.
Im dłużej mówię z ludźmi, tym częściej mam wrażenie, że to nie rozmowy, tylko targ.

Mam wrażenie, że rozmowy stały się formą transakcji.
Jak na targu — mówimy po to, żeby coś sprzedać albo kupić.
Najczęściej uznanie, zgodę, potwierdzenie racji.[1]

Mówimy tylko do tych, których uznanie uważamy za wartościowe.
Nie po to, by spotkać się z drugim człowiekiem, ale by go wykorzystać.
Jakby każda rozmowa miała coś „załatwić”.

Kiedy to sobie uświadamiam, szkoda mi tej profanacji,
bo przecież rozmowa może być sztuką.
Rozmowa bawi, uczy, przytula.
Pierwotna umiejętność, którą zatracamy.[2]

Jesteśmy dziś uwikłani w zobowiązania, w terminy,
uważni, by się nie spóźnić na kolejne spotkanie, a już nie — aby być na nim obecnym.
Czasem wychodzę z rozmowy zmęczony,
jakbym właśnie coś sprzedawał, ale nie znalazł kupca.
Podobnie z drugiej strony, gdy nie jestem zainteresowany zakupem.

Rozmowa w pracy, w sklepie, na chodniku —
wszędzie ten sam pośpiech.
Każdy chce powiedzieć, co myśli, jak najszybciej,
byle nie przegapić okazji, byle to, co jest na końcu języka, zdążyło wybrzmieć.

W domu, wśród najbliższych, mam jeszcze przestrzeń na to, by być.
Gdziekolwiek indziej — to już handel,
w którym szybko trzeba kalkulować, co warto powiedzieć, a co lepiej przemilczeć.

Czy wystarczy mi rozmowa w takiej formie?
Czy innym wystarcza?
Czy to ogólny brak wyobrażenia, że rozmowa mogłaby wyglądać inaczej?[3]

I wtedy zastanawiam się:
czy naprawdę wymagam zbyt wiele, chcąc, żeby rozmowa była czymś więcej niż biegiem?
Może lepiej wtedy milczeć, niż generować więcej tego hałasu?

Zacznę od większej uważności w rozmowie.
Tak, by dać słowa uznania temu, kto ich potrzebuje, nie oczekując rewanżu.
Wysłuchać historii, choć byłaby ona najzwyklejsza i bez puenty.
Spróbować przenieść rozmowę z poziomu „czyja racja” na poziom „jak to się łączy”.
To nie poświęcenie, to przejście z targowiska do kawiarni.[4]


Kącik naukowy

[1]
Psychologia społeczna od lat opisuje tzw. „głód uznania” – potrzebę bycia zauważonym, szanowanym i traktowanym poważnie. Badania pokazują, że odrzucenie społeczne aktywuje w mózgu obszary podobne do tych, które odpowiadają za ból fizyczny, co sugeruje, że brak akceptacji dosłownie „boleśnie” nas dotyka. Dlatego tak chętnie w rozmowie zabiegamy o potwierdzenie racji i aprobatę — to dla mózgu sygnał bezpieczeństwa, a nie tylko „miły dodatek”.
↑ powrót

[2]
Dobre, głębokie rozmowy są jednym z najważniejszych czynników chroniących zdrowie psychiczne. Długoterminowe badania nad szczęściem (np. słynne badanie Harvard Study of Adult Development, prowadzone od lat 30. XX wieku) pokazują, że jakość relacji — a więc także jakość rozmów — jest silniejszym predyktorem satysfakcji z życia i zdrowia niż poziom dochodów czy status zawodowy. Bliskie, autentyczne kontakty społeczne zmniejszają poziom stresu i obniżają ryzyko depresji oraz chorób serca.
↑ powrót

[3]
Współczesne badania nad samotnością opisują zjawisko „samotności w tłumie” – sytuację, w której człowiek jest otoczony ludźmi, ale brakuje mu poczucia prawdziwego zrozumienia. Rozmowy powierzchowne, nastawione na wymianę informacji lub autoprezentację, nie zaspokajają potrzeby więzi. Dopiero kontakt, w którym druga osoba naprawdę słucha i nie ocenia, obniża poczucie osamotnienia i zwiększa subiektywne poczucie sensu życia.
↑ powrót

[4]
Trening uważnego słuchania pojawia się dziś zarówno w szkołach komunikacji, jak i w terapii par czy programach rozwojowych w firmach. Badania pokazują, że gdy ktoś doświadcza bycia naprawdę wysłuchanym — bez przerywania, rad i ocen — rośnie jego poczucie ważności, zaufanie do rozmówcy i gotowość do otwartości. Co ciekawe, korzyść odnosi też słuchający: uważna obecność obniża poziom wewnętrznego napięcia i poprawia regulację emocji. Można więc powiedzieć, że przejście „z targowiska do kawiarni” służy obu stronom rozmowy.
↑ powrót

Pytanie do Ciebie

W którym typie rozmów jesteś częściej: w targowisku czy w kawiarni?