Śmierć

Słyszałem, że ktoś odszedł.
I po raz kolejny.
I znowu.

Nie pamiętam dokładnie, co robiłem w tamtych momentach
— ale pamiętam to zatrzymanie, zawieszenie,
jakby umysł potrzebował czasu,
żeby zdecydować, czy przyjąć ten fakt,
czy go odrzucić. [1]

Bo śmierć nie mieści się w logice codzienności.
Jeszcze dziś chciałem powiedzieć, że ta osoba jest.
Pozostaje jednak tylko zdanie w czasie przeszłym.

I potem przychodzą wspomnienia.
Codzienne sytuacje toczą się jak dawniej,
jednak z tą myślą w tle
— jak wyglądał jej gest,
sposób uśmiechu,
jakie były jego plany na jutro?

Jest coś innego we wspomnieniach sytuacji,
które wiemy, że się nie powtórzą.

Czy ta osoba odeszła godnie?
Czy ktoś był przy niej?
Czy się bała?
Czy trzymał ją ktoś za rękę?

Po czasie, w niektórych codziennych sytuacjach
czuję dziwny niesmak.
Jakby ten śmiech był nie na miejscu.
Jakby życie nie powinno toczyć się dalej,
a jednak się toczy — nie pytając o zgodę. [2]

Toczy się jakby w slow motion.
Może w ten sposób chce powiedzieć
— zwolnij, by kochać ludzi.

Nie w planach,
nie we wspomnieniach.
Tu.
Z tym, co jest.
Z tym, kto jest.

Czy śmierć jest straszna?

Paradoksalnie to dzięki niej
życie możemy nazwać życiem.
Jest równie naturalna jak narodziny. [3]

Panika, którą czujemy na myśl o śmierci
— to nie strach przed tym, co nadchodzi.
To strach przed puszczeniem tego, co mamy.

Chyba boję się nie samej śmierci.
Boję się utraty — ludzi, planów, siebie.
Bólu, niedokończonych spraw,
nieosiągniętych ambicji. [4]

Może czym piękniejsze życie,
tym straszniejsza śmierć?
I odwrotnie…

Myśląc o śmierci zauważam,
że choć kojarzy się negatywnie,
to sama w sobie nie jest czymś strasznym.

Nie ma w tym nic,
czego nie doświadczamy przed „śmiercią”.

Ból istnieje w różnych formach.
Szanse w życiu raz zdobywamy, innym razem tracimy.
Tak samo z ambicją, niedokończonymi sprawami.
Wiele razy doświadczamy śmierci pewnego okresu:
dzieciństwo, dorastanie, wczesna dorosłość
— zawsze coś się kończy.

A lęk przed nieznanym?
Jednak wiele razy robimy coś po raz pierwszy.

W czym ta ostateczna śmierć
jest od tego wszystkiego inna?

Czy można ćwiczyć gotowość
na nadejście śmierci?
Czy to będzie jak teoretyczna nauka pływania? [5]

Bo kiedy nie mam diagnozy,
kiedy nie słyszę wyroku
— nie jestem w stanie naprawdę poczuć się
jak osoba przed śmiercią.

Spotkałem ostatnio pewnego pana.
Leczy się onkologicznie od siedmiu lat.
Przeszedł wiele zabiegów, żyje w niepewności
— ale jest uśmiechnięty.

I mówi tak:
„Co będzie to będzie.
Jestem szczęśliwy
i mam codziennie zadanie
— uszczęśliwić trzydzieści kobiet.”

Na wszystkich w poczekalni
ta liczba, ten cel zrobił wrażenie.

Ten człowiek nie czeka na warunki do szczęścia.
On je robi.
Codziennie.
Trzydzieści razy.

Być może to choroba była dla niego nauczycielem,
który dał mu życie.
Brutalnym, ale skutecznym. [6]

Kiedy taki człowiek będzie odchodzić,
nie będzie mu żal.
Będzie pogodzony,
bo żył tak, jak chciał.

Brak poczują ci, którzy zostają.
Będzie brakowało im
tej energii,
tego człowieka,
który wchodził do pokoju
i zostawiał po sobie uśmiech.

Jest jeszcze jeden rodzaj żalu.

Myślę czasem o bliskich.
O tym, czego chcą,
ile z tego zdążą osiągnąć,
a ile będzie już nieosiągalne.
I czy będą z tym pogodzeni,
gdy przyjdzie moment? [7]

Martwię się, że umrą z poczuciem,
że czegoś nie zdążyli.
Że zostanie w nich niesmak niedokończenia.

I nic z tym nie mogę zrobić.
Nie mogę za kogoś przeżyć jego marzeń.
Nie mogę za kogoś się pogodzić z przemijaniem.

To jest trudna bezradność
— patrzeć, jak ktoś żyje obok swojego życia
zamiast w nim.

Może śmierć zasługuje też na szacunek?
Bo to ona sprawia, że mogę docenić życie. [8]

Choć brzmi to banalnie,
choć patos tych słów minie jutro, w biegu
— to chcę do tego wracać,
myśleć o tym, co jest ważne,
i doceniać, zanim przeminie.

Kącik naukowy

[1] To „zatrzymanie” po wiadomości o śmierci to nie słabość — to mechanizm obronny. Elisabeth Kübler-Ross, szwajcarsko-amerykańska psychiatra, w książce „O śmierci i umieraniu” (1969) opisała pięć postaw wobec utraty: zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresję i akceptację. Zaprzeczenie — ta pierwsza reakcja, w której umysł odmawia przyjęcia faktu — daje psychice czas na przygotowanie się do bólu. Kübler-Ross podkreślała, że te postawy nie są liniowe — mogą pojawiać się w dowolnej kolejności, nakładać na siebie lub w ogóle nie wystąpić. Każdy przechodzi żałobę inaczej. W 1999 roku nowojorska biblioteka publiczna uznała jej książkę za jedną z „Książek Stulecia”, a magazyn Time umieścił Kübler-Ross wśród stu najważniejszych myślicieli XX wieku.
↑ powrót

[2] Ten szybki powrót do normalności po stracie to nie obojętność. Margaret Stroebe i Henk Schut w modelu podwójnego procesu żałoby (1999) pokazali, że zdrowa żałoba polega na wahaniu się między dwoma biegunami: konfrontacją ze stratą i orientacją na odbudowę życia. Człowiek naturalnie przeskakuje między bólem a codziennością. Mózg dosłownie nie jest w stanie utrzymywać ciągłego cierpienia, więc daje nam przerwy. To nie ucieczka — to adaptacja.
↑ powrót

[3] Myśl, że świadomość śmierci nadaje życiu znaczenie, ma mocne oparcie w psychologii. Teoria zarządzania trwogą (Terror Management Theory), opracowana w 1986 roku przez Jeffa Greenberga, Sheldona Solomona i Toma Pyszczynskiego, mówi, że świadomość własnej śmiertelności jest jedną z najsilniejszych sił napędowych ludzkiego zachowania. Gdy przypominamy sobie o śmierci, intensywniej szukamy sensu, mocniej trzymamy się wartości i głębiej angażujemy się w relacje. Paradoksalnie — myśl o końcu sprawia, że żyjemy pełniej. Ernest Becker, antropolog kulturowy, opisał to w nagrodzonej Pulitzerem książce „Zaprzeczanie śmierci” (1973): ludzie budują kultury, religie i systemy wartości w dużej mierze po to, by poradzić sobie ze świadomością, że umrą. Śmierć jest ramą — i bez tej ramy obraz nie miałby kształtu.
↑ powrót

[4] Psycholog Paul Wong stworzył narzędzie badawcze (Death Attitude Profile), w którym wyróżnił dziesięć powodów, dla których ludzie boją się śmierci: ostateczność, niepewność, unicestwienie, utrata bliskich, przerwanie biegu życia, ból i samotność, przemoc umierania, niedokończenie życiowych celów, osąd po śmierci i utrata kontroli. Prawie żaden z tych powodów nie dotyczy samego faktu śmierci — wszystkie dotyczą tego, co jest wokół niej. Badania kwestionariuszowe potwierdzają: ludzi bardziej martwi utrata bliskich niż ich własne umieranie, a bardziej boją się procesu umierania niż końca życia jako takiego. Już Epikur, 2300 lat temu, pytał: „Po co bać się śmierci, skoro nigdy jej nie odczujemy?” Lukrecjusz dodał, że stan nieistnienia po śmierci jest dokładnie taki sam, jak stan nieistnienia przed narodzinami.
↑ powrót

[5] Pytanie o ćwiczenie gotowości na śmierć pojawia się w tradycjach kontemplacyjnych i we współczesnej psychoterapii. Irvin Yalom, amerykański psychiatra egzystencjalny, w „Psychoterapii egzystencjalnej” (1980) pisał, że każda utrata — pracy, związku, młodości — jest miniaturą śmierci i daje szansę na przećwiczenie odpuszczania. Jednocześnie badania nad odpornością psychologiczną pokazują, że ludzie, którzy poradzili sobie z trudnymi stratami, nie zawsze łatwiej przechodzą kolejne. Każda strata jest inna. Ciekawostka: czy zwierzęta „ćwiczą” gotowość na śmierć? Filozofka Susana Monsó (autorka „Playing Possum: How Animals Understand Death”) twierdzi, że wiele gatunków rozumie, iż mogą umrzeć — ale prawdopodobnie nie rozumieją, że muszą. Zwierzęta żyją bliżej śmierci niż my (widzą ją codziennie w naturze), ale nie myślą o niej tak jak my. My widzimy ją rzadko, a myślimy o niej ciągle. Może to jest cena, jaką płacimy za samoświadomość.
↑ powrót

[6] Historia tego pana ilustruje to, co Viktor Frankl — austriacki psychiatra, więzień obozów koncentracyjnych, w tym Auschwitz — nazywał „wartościami postawy”. Frankl wyróżniał trzy sposoby odnajdywania sensu życia: wartości twórcze (to, co tworzymy), wartości doznań (to, czego doświadczamy — piękno, miłość, relacje) i wartości postawy (sposób, w jaki reagujemy na cierpienie, którego nie możemy zmienić). Frankl zauważył, że cierpienie samo w sobie nie ma wartości, ale sposób, w jaki człowiek się do niego odnosi, może nadać mu sens. Napisał: „Człowiekowi można odebrać wszystko oprócz jednej rzeczy — wolności wyboru postawy wobec tego, co go spotyka.” Jego książka „Człowiek w poszukiwaniu sensu” została przetłumaczona na 34 języki.
↑ powrót

[7] Bronnie Ware, australijska pielęgniarka, przez wiele lat opiekowała się pacjentami w ostatnich tygodniach ich życia. W 2009 roku opublikowała tekst o najczęstszych żalach umierających, który przeczytały miliony ludzi. Pięć najczęstszych żalów to: żałuję, że nie miałem odwagi żyć po swojemu; żałuję, że tyle pracowałem; żałuję, że nie miałem odwagi wyrażać swoich uczuć; żałuję, że nie utrzymywałem kontaktu z przyjaciółmi; żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszym. Większość tych żalów nie dotyczy tego, czego nie osiągnęli — ale tego, czego sobie nie pozwolili. Ware zauważyła też coś ważnego: każdy z jej pacjentów, niezależnie od tego, ile żalów nosił, ostatecznie odnalazł spokój przed odejściem. Każdy.
↑ powrót

[8] Badania wielokrotnie potwierdzają, że osoby starsze boją się śmierci mniej niż młodsze. Im bliżej końca, tym mniejszy strach — jakby bliskość śmierci odbierała jej moc. Badacze tłumaczą to między innymi poczuciem „generatywności” — troską o następne pokolenia i przekonaniem, że zostawiło się coś po sobie. Osoby z wysoką samooceną, dobrym zdrowiem i poczuciem, że prowadziły spełnione życie, rzadziej odczuwają lęk przed śmiercią. Mark Twain ujął to tak: „Lęk przed śmiercią wynika z lęku przed życiem. Człowiek, który żyje w pełni, jest gotowy umrzeć w każdej chwili.” Może więc najlepsza odpowiedź na strach przed śmiercią to nie medytacja nad nią — tylko życie, do którego nie trzeba nic dodawać.
↑ powrót